Social Media

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Ścięta głowa w „gdańską kołderkę” owinięta. Historia zabójstwa Heleny Straszowej

26 września 1585 roku przy krakowskiej ulicy Floriańskiej (Tworzyjańskiej) zastrzelona została młoda kobieta – Helena Straszowa – żona właściciela znajdującego się tam zajazdu. Sprawa ta obiła się szerokim echem w obrębie murów miejskich, a jej wynik był swoistym sukcesem w walce mieszczan ze szlachtą.
Wizja artystyczna. Autor ilustracji – O. Szwaja

Nie masz czasu przeczytać? Posłuchaj wersji audio!

Tego dnia pod wspomniany zajazd, prowadzony przez Walentego Strasza, podjechał (wraz ze świtą) Jan Morawicki – właściciel Morawicy. Opisywany w herbarzach jako waleczny, odważny i mężny, był potomkiem zasłużonego i sławnego rodu Tęczyńskich. Brał udział w walkach m. in. pod Gdańskiem i Moskwą. Zasług panu podkrakowskiej Morawicy odebrać nie możemy, ale zaznaczyć warto, że w mieście znany był z wszczynanych awantur oraz pijatyk. Nie dziwmy się więc, że właściciel zajazdu szybko zamknął drzwi przed niechcianym i niezapowiedzianym gościem, wspominając zapewne wcześniejsze ekscesy szlachcica, poczynione w karczmie i mieście.

fot. Widok Krakowa w Kronice Hartmanna Schedla (1493 r ok )
fot. Widok Krakowa w Kronice Hartmanna Schedla (1493 rok), domena publiczna

Zabójstwo

Jan Morawicki uznał to za zniewagę. Nie zastanawiając się długo, sięgnął po rusznicę umieszczoną blisko siodła. W tym samym czasie w oknie pojawiła się żona właściciela przybytku – Helena Straszowa. Morawicki zauważył młodą kobietę i wypalił w jej kierunku z ręcznej broni.

Na ulicy rozpoczął się rwetes; ludzie krzyczeli, uciekali, chowali się w pobliskich domach. Obok zajazdu znajdował się drewniany budynek, mieszczący zakład ślusarski. Pracujący tam rzemieślnicy od razu wybiegli na ulicę, a jeden z nich – Jerzy – wyważył drzwi wejściowe do wyszynku by sprawdzić, czy żona Walentego Strasza ucierpiała od postrzału. Kobieta niestety zmarła na miejscu.

Świadkowie krzyczeli, że „zabił, zabił Morawicki”. Zabójca poderwał konia, i uderzając go rusznicą po zadzie, skierował w stronę kościoła Mariackiego wykrzykując potwierdzenie czynu: „zabiłem, zabiłem”. Starał się zniknąć z pola widzenia świadków zbrodni popełnionej w biały dzień (z tego pośpiechu u wylotu ulicy wypuścił z rąk rusznicę).

Rusznica – typ ręcznej broni palnej
Rusznica – typ ręcznej broni palnej, fot. Auguste Demmin, Charles Cristopher Black, domena publiczna

Poszukiwania mordercy

Janowi Morawickiemu udało się zgubić trop prawie od razu po ucieczce z miejsca zbrodni. Wbrew pozorom Jan nie skrył się w rodzinnej Morawicy, a na Stradomiu (wtedy podkrakowskim obszarze przynależącym do Kazimierza).

W tym samym czasie Walenty Strasz udał się ze skargą do miejskiego ratusza:

Urzędowi się poskarżył, oznajmiwszy mu wielką krzywdę i gwałt wyrządzony przez szlachcica Jana Morawickiego. Tenże szlachcic Jan Morawicki dokonał gwałtownego najazdu na jego dom i bez jakiejkolwiek ku temu przyczyny wystrzelił z rusznicy w kierunku jego żony Heleny, a trafiwszy ją z miejsca i ciężko zraniwszy, nieszczęśliwie ją życia pozbawił”.

Krakowscy rajcy miejscy wiedzieli, że oskarżony ukrywa się na Stradomiu, więc zwrócili się do władz Kazimierza z prośbą o wydanie Jana Morawickiego (ci jednak nie chcieli tego zrobić). By przekonać włodarzy Kazimierza zwrócono się o pomoc do podstarościego i zastępcy burgrabiego krakowskiego zamku (przedstawicieli urzędu grodzkiego). Dopiero z ich pomocą udało się przekonać kazimierzan do wydania mordercy. Jan Morawicki został przetransportowany najpierw na Wawel (w asyście sług, woźnych ziemskich i co ciekawe – Walentego Strasza), a następnie do więzienia, znajdującego się w miejskim ratuszu.

Proces

Dwa dni po dokonaniu zbrodni zebrał się w ratuszu sąd mieszany, składający się z przedstawicieli mieszczan i szlachty – wszak główny oskarżony należał do tego właśnie stanu. Urzędy: grodzki (reprezentujący szlachtę) oraz radziecki, który występował w imieniu mieszczaństwa, musiały podjąć decyzję jednomyślnie, by skazać Jana Morawickiego. W przypadku braku rozstrzygnięcia zwracano się bezpośrednio do króla, ten jednak najczęściej skłaniał się do uznania interesu szlachty.

W sądzie zasiadało wielu znamienitych urzędników; wszyscy przysłuchiwali się mowie oskarżyciela, który całą odpowiedzialność za zajście złożył na Morawickiego. Następnie do sali wniesiono mary (nosze dla zmarłych), na których leżało ciało zamordowanej Heleny Straszowej. Zapewne dokonano oględzin zwłok i rany postrzałowej (nie odnotowano jednak tych czynności w księgach miejskich), a następnie rozpoczęto przesłuchania czternastu świadków. Podzielono ich na kilka grup: rzemieślnicy ślusarscy, których zakład znajdował się obok zajazdu, woźni miejscy i osoby, które nie były naocznymi świadkami tragicznego wydarzenia sprzed dwóch dni, a jedynie zasłyszały różne historie na ten temat od innych mieszkańców miasta.

Liczną grupą byli ślusarze, którzy jako pierwsi stawili się na miejscu zbrodni. Jerzy – ten, który wyważył drzwi do zajazdu i najszybciej pojawił się przy żonie Walentego – zeznał, że na jego rękach zmarła Helena Straszowa. Pozostali przekazali informację, że to Jan Morawicki pojawił się wraz ze świtą przed zajazdem i zamknięto mu drzwi przed nosem. Następnie zgodnie utrzymywali, że w gniewie oddał on strzał z rusznicy w stronę okna, gdzie stała młoda kobieta. Świadkowie opowiadali także o słowach, padających z ust Jana po zabójstwie i o ucieczce spod zajazdu, podczas której z rąk Morawickiego wypadła broń. Woźni miejscy, będący przy przewiezieniu oskarżonego ze Stradomia na zamek, zeznali, że przy podstarościm Jan Morawicki przyznał się do strzału, ale nieumyślnego.

Wizja artystyczna. Autor ilustracji – O. Szwaja
Wizja artystyczna. Autor ilustracji – O. Szwaja

Obrońcy (Jan Pawłowski i Bartłomiej Lisowski) oparli na tym swoją taktykę i przekonywali sąd, że oskarżony w każdej chwili jest w stanie zapłacić odszkodowanie oraz że najlepiej byłoby przełożyć rozprawę w celu zawarcia pomiędzy stronami porozumienia. Sąd, ku zdziwieniu obrony, nie zgodził się na zaproponowany wniosek. Lisowski nie poddawał się i próbował przekonać sądzących, że rozprawa została wszczęta za szybko, a także forsował argumentację o sprzecznych i kłamliwych zeznaniach świadków. Ostatecznie obrona nic nie wskórała, wszystkie wnioski zostały odrzucone przez sąd. W związku z brakiem ostatecznej decyzji oba urzędy przesłały do króla Stefana Batorego prośbę o rozstrzygnięcie (tzw. informację królewską). W oczekiwaniu na odpowiedź Morawicki pozostał w ratuszowym więzieniu (na dość długo, jak się potem okazało).

Odpowiedź dotarła do sądu dopiero po miesiącu (18 października) i stwierdzała, że trzeba przesłuchać dwóch świadków, którzy dowiodą słuszności wniesionej skargi. Proces musiał zostać przesunięty w czasie, ponieważ podstarości (przedstawiciel sądu grodzkiego) zrezygnował z funkcji. Władze miejskie pomstowały, zresztą słusznie, że urząd grodzki nie będzie chciał zbyt szybko wznowić rozprawy. W takiej sytuacji po raz kolejny wysłano do króla prośbę o rozstrzygnięcie.

Obowiązki podstarościego przypadły Hebatiusowi Jordanowi, który 5 grudnia (po otrzymaniu informacji królewskiej) wznowił sprawę sądową. Dwa dni później rozpoczęła się rozprawa, przytoczono treść informacji królewskiej, w której Batory nakazał raz jeszcze przeprowadzenie dowodu z dwóch świadków, który ostatecznie potwierdzi winę Morawickiego.

Wyrok

Wysłuchano przysięgi (przy krucyfiksie) Walentego Strasza oraz Macieja Bielickiego i Jakuba Toruńczyka. Ostatni zeznawał, że:

Widziałem, iże Pan Jan Morawicki, przyjechawszy przed dom Walentego, posłał sługę o gospodę, tam zawierano drzwi, a Pan Morawicki przypadszy strzelił oknem z rusznicze w dom. Krzykniono wtem, zabił Morawicki i Morawicki też mówił zabiłem, zabił. Czom widział i na czom patrzył. Tak mi Panie Boże pomóż w Trojczy jedyny”.

Po jednoznacznych zeznaniach świadków wyrok mógł być tylko jeden – kara śmierci przez ścięcie. Wyrok wykonano tydzień później, prawdopodobnie na dziedzińcu zamku na Wawelu (wykonywano tutaj wyroki urzędu grodzkiego). W aktach nie wskazano dokładnego miejsca. W przypadku kary ścięcia egzekucje odbywały się także na dziedzińcu ratusza oraz na wprost kościoła farnego. Ciekawostką może być fakt, że specjalnie na tę okazję pień egzekucyjny został przykryty „gdańską kołderką” zakupioną za 25 groszy (informacja o dodatkowym zakupie znalazła się w miejskich księgach).

Miejsce zbrodni obecnie
Współczesny widok miejsca zbrodni, fot. Bartłomiej Gajek, zbiory prywatne

Proces ten był ogromnym sukcesem w walce mieszczaństwa ze szlachtą, do którego przyczynił się niewątpliwie król Stefan Batory. Był to także jeden z ostatnich tak przychylnych wyroków dla urzędu radzieckiego.

Bibliografia:

  1. Góralski Z., Urzędy i godności w dawnej Polsce, Warszawa 1998.

  2. Paprocki B., Herby rycerstwa polskiego, Kraków 1858.

  3. Ptaśnik J., Obrazki z przeszłości Krakowa, Kraków 1922.

  4. Salmonowicz S., Szwaja J., Waltoś S., Pitaval krakowski, Kraków 2010.

  5. Uruszczak W., Historia państwa i prawa polskiego (966 – 1795), t. 1, Warszawa 2013.

Korektor: Ewa Kajtoch

korektorka, redaktorka, a czasem nawet autorka. Mieszka i pracuje w Krakowie.
Zapewniała już korektorskie wsparcie między innymi portalowi Archiwum Zbrodni.
W wolnych chwilach pisze opowiadania.

Inne publikacje

Udostępnij ten artykuł na swoich profilach

Warto zobaczyć:

8 komentarze

  1. Emilia

    Odpowiedź
    15 grudnia, 2022 at 20:49

    Bardzo ciekawy artykuł. Czekam na kolejne 😍

  2. Ryszard

    Odpowiedź
    16 grudnia, 2022 at 17:21

    Bardzo interesująca historia, proszę o następne

  3. Anna

    Odpowiedź
    16 grudnia, 2022 at 18:27

    Super,świetny artykuł, gratulacje!

  4. Monika

    Odpowiedź
    16 grudnia, 2022 at 19:11

    Po przeczytaniu pierwszego artykułu z niecierpliwością czekam na kolejne! Bardzo udany debiut.

  5. Wojciech

    Odpowiedź
    17 grudnia, 2022 at 10:59

    Cóż za piękne czasy… Kiedy kolejny artykuł? Na razie ciekawie się zapowiada, chętnie zobaczę więcej.

  6. Łukasz

    Odpowiedź
    19 grudnia, 2022 at 12:26

    Super artykuł. Słuchaliśmy przy obiedzie z całą rodziną, pozdrawiam 🙂

  7. Monika

    Odpowiedź
    23 marca, 2023 at 12:34

    Napisane „językiem” lekkim i zrozumiałym.

Podobał Ci się tekst?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może Cię zainteresować:

Nowożytność

Szubienica, pal, garota. Przegląd kar w dawnej Rzeczypospolitej

Popełnienie przestępstwa niosło za sobą nieuchronność postawienia przed sądem. Spisane prawo (ale także zwyczajowe) zawierało opisy popełnionych przestępstw oraz konsekwencji im odpowiadającym. Znajdziemy je m.in. w kodeksie cesarza Justyniana Wielkiego, statutach Kazimierza Wielkiego i Carolinie. Poniżej postaram się zwięźle przytoczyć kilka głównych punktów procesu i rodzajów kar w Rzeczypospolitej późnego średniowiecza oraz nowożytności.

Czytaj więcej »
Średniowiecze

Lelum Polelum, Świstun, Pochwiściel, czyli demoniczna atmosfera

Ogromna jest rodzina demonów i duchów, które według Słowian zamieszkiwały otaczające nas środowisko. Nie ma miejsca, które byłoby wolne od bóstw, czy to dobrych, czy złych. Należy mieć na uwadze, że trudno zawrzeć wszystkie demony znane przodkom. Często to samo bóstwo inaczej nazywało się w poszczególnych regionach czy państwach słowiańskich. Co znamienne, nazwanie wszelakich zjawisk czy elementów przyrody ożywionej i nieożywionej sprawiało, że człowiek szanował przyrodę i jej dary.

Czytaj więcej »
Współczesność

Wolontariusze w mundurach. WOŚP na misjach poza granicami państwa

Zbliża się 32. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Styczniowy finał, czerwone serduszka i charakterystyczne puszki na stałe zagościły już w naszej świadomości. Co roku wolontariusze prześcigają się w pomysłach na aukcje i atrakcje, by zachęcić darczyńców do udziału. Inicjatywa bardzo szybko przeniknęła także… do wojska!

Czytaj więcej »
Średniowiecze

Publiczna pokuta heretyka, czyli sposoby łamania woli przez papiestwo (część 1)

„Chociaż heretycy przez długi czas mieli swoje skryte leża, umykając w kryjówki jak kraby i jak małe liski, przymierzające się do zniszczenia winnicy Pańskiej, teraz jednakże, napędzani przez swoje grzechy, pojawiają się publicznie (…) głosząc w pewnych miejscach, szukając pokarmu u prostaczków i ofiar wśród niewykształconych.”
– Papież Grzegorz IX, dekret Ille humani generis, 1231

Czytaj więcej »
Skip to content